18°C krótka ulewa

Gdyby każda generacja miała swoje „Kamienie na szaniec”, Polska byłaby lepsza

Felietony, Gdyby każda generacja miała swoje „Kamienie szaniec” Polska byłaby lepsza - zdjęcie, fotografia

Na wstępie deklaracja, którą już tu kiedyś poczyniłem. „Akcja pod Arsenałem Jana Łomnickiego, skromny film z roku 1977, miał ogromny wpływ na mnie i na moje życie.


autor: Piotr Zaremba,  źródło: wPolityce.pl

 

Jestem przywiązany do jego stylistyki, także do twarzy i gry tamtych aktorów. Zośka będzie miał dla mnie zawsze twarz Mirosława Konarowskiego, Rudy – Cezarego Morawskiego, a Alek – Jarosława Gajewskiego. Byłem tym obciążony zasiadając do „Kamieni na szaniec” Roberta Glińskiego. I to wrażenie zwycięstwa „Akcji pod Arsenałem” we mnie pozostało.

 

Ale nie mogę się martwić tym, że po kilkudziesięciu latach powstaje inna wizja. Może bliższa współczesnej młodzieży. Byłoby czymś wspaniałym, gdyby każda generacja miała swoją opowieść o Zośce, Rudym i Alku. A Gliński to człowiek, który jako syn harcerki z Szarych Szeregów i wrażliwy reżyser miał wszelkie dane aby nową wizję zaproponować.Wywiązał się.

 

Naturalnie mam trochę pretensji – choćby o zmarginalizowanie postaci Alka Dawidowskiego. Łomnicki w filmie porównywalnej długości pokazał trójkę przyjaciół, zgodnie z tym, co wiemy. Tu jest dwóch i pół. Wydaje mi się też, że Łomnicki miał nieco lepszy pomysł na przybliżenie nam samych postaci. Ale nie mam pretensji do języka niemal komiksu w pierwszych scenach. To komiks patriotyczny w każdym calu.  Tak się być może tamtych bohaterów pokazywać dziś powinno, choć muzyka nie z epoki. No i zasadnicza historia pozostaje wstrząsająca. Także dzięki dobrym młodym aktorom, zwłaszcza dzięki Tomaszowi Ziętkowi jako charyzmatycznemu pomimo drobnej postury Rudemu.

 

Piszę to z pewnym niepokojem, bo wokół tego filmu zaczynają już narastać legendy. Protestują środowiska harcerskie. One największą pretensję mają o sposób potraktowania Orszy, czyli Stanisława Broniewskiego, komendanta Szarych Szeregów. Mniej chyba nawet chodzi o sam jego konflikt z Zośką. Łomnicki sygnalizował go także, ale Orsza Jana Englerta był postacią dużego formatu. Tu w wykonaniu Wojciecha Zielińskiego jest chwiejny i hamletyczny.No dobrze, to uprawniony spór o historię i ja się cieszę, że komuś chce się go prowadzić. Nie skreślam wcale racji krytyków.

 

Nota bene racje w waśniach Zośki z Orszą nie są wcale u Glińskiego rozłożone zero-jedynkowo.Za to jeden apel: wytwarzanie wokół tego filmu klimatu nieomal skandalu jest  rzeczą absurdalną. To nie jest nieomal drugie „Pokłosie”, film który chce i będzie kogoś obrażał czy szkalował.Tak się składa, że przeprowadziłem z Robertem Glińskim wywiad, który ukaże się za półtora tygodnia w tygodniku wSieci. On tam wykłada swoje racje, powołuje się na źródła. Można się z nim zgadzać lub nie. Ale na przykład oburzanie się jedną miłosną sceną w momencie, kiedy Zośka naprawdę pomieszkiwał ze swoją sympatią, wydaje mi się lekką przesadą.

 

W czasie wojny wszystko przebiegało trochę inaczej, także dojrzewanie harcerzy. Skądinąd mógłbym nieco cynicznie zauważyć, że to odpór chorym teoriom Bożeny Janickiej o rzekomym gejostwie bohaterów Szarych Szeregów, ale rzecz cała jest zbyt smutna żeby tak dworować.

[reklama]

Robert Gliński to człowiek szczerze przejęty losami tych bohaterów i w filmie tę pasję, te jego emocje naprawdę widać. Spodziewam się zresztą ze stronyprzynajmniej części mainstreamowych mediów kręcenia nosem pod tytułem „ i znów pochwała bohaterszczyzny, która niczego nie komplikuje i nie wyjaśnia”. Tak i nam jest ta bohaterszczyzna potrzebna. Po prostu.

 

Smakosze będą kręcili nosem nad niezgodnością historycznych szczegółów, ale tych autorzy dopuszczali się czasem z premedytacją, chcąc nieco film uwspółcześnić, nie roniąc jednak niczego z klimatu drugiej wojny światowej, łącznie z niemieckim okrucieństwem.

 

Zwracam uwagę, że kiedy zwykli Polacy patrzyli z zapartym tchem na perypetie młodych bohaterów „Czasu honoru”, dawni cichociemni oburzali się nagięciami historycznych realiów. I literalnie mieli racje, tylko że to film, a nie historyczne seminarium. „Kamienie na szaniec” jest z nieco wyższej półki niż :Czas honoru” ale ma być także atrakcyjny, trzymający w napięciu. I w paru momentach wbił mnie w fotel, choć powtarzam, to nie całkiem MÓJ film. Ale Polska, w której będziemy wybierali między różnymi wersjami Akcji pod Arsenałem, będzie Polską zdecydowanie lepszą.

Gdyby każda generacja miała swoje „Kamienie na szaniec”, Polska byłaby lepsza komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się