21°C lekkie zachmurzenie

Z zamkniętymi oczami

Recenzje, zamkniętymi oczami - zdjęcie, fotografia

Po raz pierwszy zdarza mi się recenzować twórczość kompletnie nieznanej mi grupy. Nie zamierzam sprawdzać, co też jest do znalezienia na temat Pull No Punches w necie. Wystarczy mi jedna, jedyna wskazówka – zespół pochodzi z Italii, na szczęście nie jest przedstawicielem Italo-Disco. Tylko dzięki tej skąpej informacji od razu przychodzi mi na myśl pewna historia: ponad piętnaście lat temu wskutek dziwnego zbiegu okoliczności w sali kina „Włókniarz”, odbył się koncert innej włoskiej grupy – Prima Linea. Pojawiła się na nim zaledwie garstka słuchaczy, których można było policzyć na palcach. Włosi zagrali wtedy z czadem, udanie łącząc „power” z fajną melodyką. Kto nie był, niech żałuje! Niech żałuje także i ten, kto nie zamierza nigdy posłuchać płyty „Shooting Stars and Marshmallow”!


 

Od pierwszych taktów „2.43” nabieramy przekonania, że mamy do czynienia z grupą usytuowaną gdzieś pomiędzy grunge a post rockiem. Cechą charakterystyczna tej muzyki jest dbanie o melodię i akcenty kompozycyjne urozmaicające poszczególne utwory. Zakres podobieństw jest ogromny. Od Ocean Colour Scene po Dave Matthews Band w hipnotycznym „Breaker”. „Sometimes” praktycznie mógłby znaleźć się na każdym albumie takich grup z lat dziewięćdziesiątych jak Soul Asylum, Blind Melon, Stone Temple Pilots.

 

Nieco mocniejszy „Myself”, balada „Hate and Love” dowodzą, że Pull No Punches to zespół grający muzykę na światowym poziomie. Zupełnie nie spóźnioną, jeśli brać pod uwagę współczesne gatunkowe normy. „Hate and Love” może mierzyć się z każdą piosenką, także i w tym przypadku, gdyby musiała rywalizować, z którymś z przebojów Kings of Leon.

 

„Mr. Driver” ma rewelacyjny „flow” i ten charakterystyczny grunge’owy „wokal z tłumikiem” przełamywany gitarowymi interwałami. Gdyby został zaśpiewany nieco mrocznej, zagrany o kilka strojów niżej nie uwierzylibyście, że tego nie gra Alice In Chains. „Yesterday and Tomorrow” to kolejna ballada na „Shooting Stars…”, którą powinno się słuchać z zamkniętymi oczami. Nie potrzeba w jej przypadku dużo wyobraźni, żeby pomyśleć, iż natknęliśmy się na jakąś nieznaną kompozycję Jeffa Buckleya. Chociażby to pokazuje klasę wokalisty, swobodnie poruszającego się po różnych stylistykach. „Yesterday and Tomorrow” to tylko jego głos i dźwięki akustycznej gitary…

 

„Bleed” spodoba się każdemu, kto uwielbia odpowiednią motorykę i wyraziste riffy. Wokalista „pieje” jak należy, muzycy napędzają się wzajemnie, acz delikatnie, jakby nad ich „pędem” unosi się duch dawno zapomnianego i nazbyt przebojowego Billy’ego Idola. Na tym tle „Waking Up” wzrusza, bo cofa nas do czasów kraciastych koszul i MTV. Zanim zacznie się „Soul to Squeeze” pamięć mamy już całkiem odświeżoną i wraca do nas podejrzenie, że w tym utworze musiał maczać palce genialny Dave z dalekiego RPA.

 

Mając w pamięci poziom, który „na żywo” zaprezentował przed laty zespół Prima Linea, nie ma powodów dziwić się, że i Pull No Punches znacznie odbiega od „średniej krajowej”. Gdyby ktoś powiedział mi, że to nieznany zespół z okolic Seattle, albo z Johannesburga, uwierzyłbym bez problemu. I to się muzykom chwali, to się liczy.

 

 

Pull No Punches, „Shooting Stars and Marshmallow”. SFEM – The Lads Productions

[reklama]

Z zamkniętymi oczami komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się